Stosunki polsko-białoruskie: recenzja filmu "U Pana Boga za piecem"



Pierwsze sceny filmu i nawet te w komisariacie były nagrywane głównie w Sokółce. Pierwsza część opowieści o Królowym Moście ma akurat najmniej z samym Królowym Mostem wspólnego. Cała historia skupia się wokół postaci przyjezdnej Białorusinki, organisty i głównego wroga z Ukrainy, czyli Siemena o przezwisku Gruzin. Siostry na rowerze są tutaj tylko często powtarzanym tłem, są niczym obrazek dróżki z drzewem przesuwany w starej animacji bez żadnego wpływu na fabułę.

Sceny skupione wokół Panderozy są moim zdaniem najśmieszniejsze, generalnie film nie jest nastawiony na głupie żarty mające na celu wywołanie fal śmiechu u widza. Toczy się trochę powoli i chaotycznie. Do pewnego czasu miał wpływ na kulturę popularną poprzez księdzowskie "pagiery" i powtarzanie tego określenia w sposób żartobliwy, ale po 9 latach powoli toczył się w stronę zapomnienia. Pewnie z tego powodu w 2007 roku została wydana druga część całej serii. Powtórzono w niej kilka scen z pierwszej części typu "Ksiądz na kacu", a sama policja stała się "milsza", bo w pierwotnej części z 1998 nadal czuć lekki klimat policji z lat 90, a nie jakiegoś śmiesznego cyrku z małego miasteczka. 


Ocena: 7 orłów na 10

Komentarze