Krwiopijcze media: recenzja filmu "Wojna światów następne stulecie"


Jak na film z 1981 roku idealnie obrazuje obecną sytucję na świecie od marca 2020 roku. Media potrafią wmówić obywatelom dosłownie wszystko, stosują przeróżne techniki manipulacji. Najciekawszym aspektem filmu jest sam główny bohater, który jest jedynym "wolnym" reporterem w telewizji, ale pewnego dnia dostaje przepisany przez naczelinka swój własny skrypt i musi go wygłosić. Traci wszystko, ale również jest częścią przyczyny swojego złego stanu. Na koniec już nie może zrobić nic by to powstrzymać, cokolwiek by zrobił, to już nie ma żadnego znaczenia wśród mas ludzkich. 


Film pokazuje świat, w którym władzę mają media, a reżim sanitarny jest codziennością. Tutaj bazuje na obowiązkowym dobrowolnym przymusie krwi, którą podobno żywią się medialni Marsjanie. Końcowa scena daje nadzieję, że cokolwiek inni ludzie zrobią człowiekowi-jednostce, to zawsze będzie mógł zachować swoją wolność.

Piotr Szulkin wykonał idealną pracę reżyserską, Roman Wilhelmi wspaniale wcielił się w swoją rolę, Jerzy Stuhr był jak to zawsze młody Jerzy Stuhr, a Stanisław Tym jako sekretny agent prawidłowo chował swoje emocje, ale może to po prostu typowy Stanisław Tym.


Ocena: 10 orłów na 10

Komentarze