Cyrkowa korporacyjka: recenzja serialu "The Office PL"

Filmowy Patriota recenzja The Office PL

Na początku trochę nie wiadomo kto czym zajmuje się w firmie, co jest trochę irytujące, ale z czasem da się zauważyć kto jest odpowiednikiem konkretnej postaci z amerykańskiej wersji. Tak właśnie biurowy creep Creed to typowy polski imprezowy seba z małej miejscowości, czyli Łuki (grany przez Adama Bobika), który w serialu rozwozi butelki z wodą swoją multiplą. Franek to oczywiście Jim Halpert, a Asia to sekretarka Pam Beesly. Mocno brakuje tu otyłej postaci "Kevina", którego "bardzo interesują kobiety", ale ta luka zapełniona jest przez bardzo chudego i dziwnego księgowego Sebastiana, który ma pewne cechy charakteru Kevina.

Serialowym "obcokrajowcem" jest Gruzin Lewan, który przypomina młodego Stalina i twórcy serialu popełnili ten czyn zupełnie świadomie (bez spoilerów). Jest to oczywiście odpowiednik księgowego Oscara Martineza, ale Lewan zajmuje się Quality Assurance tak jak Creed. Kelly była drugą osobą w biurze obcego pochodzenia, ale w polskiej wersji nie ma jej zamiennika. Bożena to "alkoholiczka" Meredith, jednakże z każdym odcinkiem twórcy coraz bardziej odbiegają od takiego toru kreacji postaci Bożeny i alkohol jest coraz mniej ważny w jej przedstawieniu, z odcinka na odcinek coraz bardziej przypomina polską Phyllis. Jan Levinson została przedstawiona jako młoda Patrycja, ale Michał nie wchodził z nią w romantyczną relację jak z Jan w wersji z USA.

Todd Packer, czyli polski Tadek grany jest przez Wojciecha Żołądkowicza (Olgierda z Korony Królów). Właśnie w serialu jest aż 4 drugoplanowych aktorów z Korony Królów. Trochę śmieszne jest ich zobaczyć w roli nowoczesnych ludzi, kiedy wielokrotnie widziało się ich jako mnichów lub błaznów.


Dwight Schrute to oczywiście Darek, ale te wielorakie porównania pozostawiam już przyszłym widzom serialu. Zamiast stażysty Ryana pojawia się dziewczyna, ale tylko na jeden odcinek. Cały pierwszy sezon wygląda trochę jakby twórcy starali się skondensować najlepsze żarty i wątki z aż 9 sezonów amerykańskiej wersji i upakować to w 12 odcinków, może z powodu niższego budżetu i przewidzianej mniejszej ilości sezonów zamiast aż 9. 

Wątek magazynu jest zupełnie pominięty, w przeciwieństwie do pierwszego sezonu wersji amerykańskiej, gdzie magazyn odgrywał bardzo ważną rolę. Tylko jedna postać magazynowa pojawia się w 3 odcinku i jest to jakiś pan Mietek z wąsem w okularach przeciwsłonecznych, który pali sobie papierosa. Magazyn powinien być jakoś zmyślnie wpleciony w wydarzenia w drugim sezonie polskiego Biura.

Żarty są dobre i nie jest to taki "cringe" jak wynikało z trailerów serialu. W całym pierwszym sezonie jest aż 5 bardzo mocnych żartów, które doprowadzają do łez. Wątek wiary również nie został pominięty. Generalnie twórcy musieli sprostać trudnemu zadaniu przeniesienia amerykańskich realiów na polski grunt i moim zdaniem zrobili to bardzo udanie. Moim zdaniem 8, 9 i 11 to najlepsze odcinki tego serialu.


Sezon drugi nadal podtrzymuje poziom pierwszego i zasługuje na solidne 8/10. Najelpsze odcinki to: piąty "Wizyta", siódmy "Młodzieżowy wyraz roku" i dziesiąty "Helloween". Na wyróżnienie zasługuje też ósmy "Wadliwa partia" z powodu komicznego spotkania Darka z dyrektorem szkoły. Można tu zauważyć kilka kolejnych kalk z amerykańskiej wersji, ale tylko prawdziwi fani je wyłapią i nie są one nachalne, czasami nawet zmieniony jest polski odpowiednik w pasującej sytuacji.



Przykładem jest biznesowe powodzenie Darka w odcinku szóstym, które jest kopią amerykańskiej interakcji Michaela z klientem w Chilli's Pizza. Większość żartów to jednak zupełnie nowe sytuacje dopasowane do polskich realiów, niektóre są nawet bardziej kontrowersyjne niż te amerykańskie.

Ocena: 8 orłów na 10

Komentarze