Festiwal badziewnej muzyczki: recenzja filmu "Ślub doskonały"

Zapewne taką minę miał Adam Woronowicz gdy zobaczył już cały zmontowany film


"Ślub doskonały" to film z 2023 roku w reżyserii Nicka Morana i według scenariusza Wojciecha Pałysa oraz Nicka Morana. Córka właścicielki sporej firmy zachodzi w ciążę z jednym z pracowników, ale jest Arabem, więc rodzice przyszłej panny młodej postanawiają wydać ją za jednego ze swoich księgowych.

Księgowy na dzień przed ślubem budzi się w łóżku z inną kobietą i nic nie pamięta, a jego przyjaciel i zarazem świadek ślubu pomaga mu w rozwikłaniu tej zagadki. Opowieść miała być śmieszna, ale ostatecznie wyszła tutaj twórcom druga "Kac Wawa"...

Sławni aktorzy grają jako tako, ale tym razem zupełnie nie ratuje to bardzo kiepskiego scenariusza. Muzyka towarzyszy tu każdej scenie, trochę jakby każda z tych scen miała być jakąś mini-reklamą (tym razem nie pełną reklamą Łomży) i co najgorsze wszystkie utwory zostały chyba wygrzebane ze śmietnika audio lub wygenerowane przez nieudolne AI.

Jedynym plusem filmu są całkiem dobre zdjęcia z dobrze zachowaną ostrością, ale nadal wygląda to jak reklama lub film promocyjny firmy spedycyjnej.


Ocena: 2 orły na 10

Komentarze